Szkielety

Tam, gdzie kończy się możliwość korzystania z dogodnego zasobu rzeczy, zaczyna się pomyślunek. Myślenie o tym, jak przedmioty jednofunkcyjne zmienić w wielofunkcyjne, towarzyszy niejednemu podróżnikowi, który wolałby nie taszczyć na swoich plecach nadmiaru kilogramów. Przecież lepiej nie martwić się tym, czego brakuje, a korzystać na różne sposoby z tego, co się ma.

Szkieletach następuje ścieranie się dwóch pojęć: minimum i maksimum. Minimum odnosi się do wykorzystania minimalnej ilości przedmiotów, tych starannie dobranych, zważonych, ciasno upakowanych i noszonych w plecaku w czasie moich podróży (aluminiowy stelaż namiotu, śledzie namiotowe, sznurek). Maksimum do możliwości ich mnogiego zastosowania. Przestrzenne kombinacje układów, wykonane z napinanego sznurkiem aluminiowego stelażu namiotowego, powstawały podczas podróży na terenach boliwijskiego Altiplano, chilijskiej Atakamy i płaskowyżu Nazca w Peru. Kształty linii tną przestrzeń, określają punkty, krzywizny i kąty, wyznaczają istotny fragment pustki, zaburzają poczucie odległości. Geografia staje się matematyką. Projekt ukazuje potencjał możliwości rzeźbiarskich w radykalnie surowej przestrzeni. Szkielet jako konstrukcja początkowa, ale także pozostałość i ostatni ślad, generuje możliwość konceptualnego dobudowywania i demontowania warstw materii rzeźbiarskiej w oparciu o skonstruowany układ linii. Możliwość ponownego składania i rozkładania konstrukcji nabiera cech rytuału – powtarzającej się czynności będącej sposobem na obserwowanie i zapamiętanie miejsca. Nabiera ono wyjątkowego znaczenia, odkrywane jak białe plamy na mapie, staje się w tym konkretnym momencie centralnym punktem świata, odległą lokalizacją, do której udało się dotrzeć, finałem całego niełatwego przedsięwzięcia. Tym samym tymczasowy przenośny dom-namiot, staje się tworzywem idei i przedmiotem wielofunkcyjnym.

więcej >